lilyZ trudem podnoszę się ze stalowych objęć samozapomnienia, w obskurnym budynku, zmurszałym wiekami wspomnień głosów i obrazów, słów wypowiadanych, nieistniejących, snów, fanaberii, szeptów potulnych, zmysłowych szmerów, krzyków, wibrowań wulgarnych przestrzeni.

Opuszczam skórzane ramiona zmęczone moją obecnością. Opuszczam świat, który niczego już więcej nie oczekuje, nie pragnie, nie pożąda, nie szuka sensu, początku, racji i przyczyny, gdzieś poza poranną kawą, banknotem położonym na stoliku i różą w butonierce.

Zostawiam w spokoju chwile, segmenty czasu, zachłanne, nieświadome, na wpół nieprzebudzone, pragnące zatrzymać każdą, najmniej przypadkową istotę, jej oddech, tchnienie, duszę, dwoistość, spojrzenie; uwięzić w przystani wizji sennych marzeń chybotliwych, rozmarzonych, wynagradzanych słodko słonym, ciepłem, zapachem, gorącym kosmykiem włosów.

Oddycha nie pytając o zgodę, mruga oczyma, kiedy mrugać pragnie, zapada w otchłań snu wiele nie chcąc więcej i wiele nie obiecując. Na deser, by nie było mu przykro. Stukot butów. Ptak rozbijający się o szybę.

Wyjmuję z portfela to, co zwykle, kładę tam gdzie zawsze. Stukot czterech cyfrowych dźwięków. Nie z przymusu, jedynie po to, by udać kogoś innego. Odgrywam cykliczny rytuał, ryt społecznie zaakceptowany. Czas dobiegł końca, limit nadmiaru uległ wyczerpaniu, to, co powiedzieć należało nie zostało wypowiedziane. Kolejną osobę proszę.

Patrzę na jej włosy, na włosy oglądane codziennie, twarz bliźniaczej siostry o tym samym nazwisku, na oczy zapadnięte we śnie, nabrzmiałość warg pod małym noskiem. Uśmiech poprzez sen. Spokój. Duszy. Serce oddychające rozumem. Niebyt w świecie, który wymaga ciągłej obecności. Patrzę na jej cielesność, na formę uwięzioną pod pozwijaną kołdrą, na kłąb materii, nieodgadnione zawirowanie przestrzeni. Wpatruję się w rytmiczne wzburzanie spokoju, falowanie chaosu. W jej stopę wystawioną na powiewy zimna, w delikatność bruzd żłobiących różowość skóry. Patrzę szukając siebie.

Znajduję.

Chwilowe objęcie w posiadanie, nadanie wymiarowości, zapełnienie otoczenia twarzą i głosem, kontakt, zaproszenie do tańca. Nieposkramiane uśmiechy, w siebie wtulane, szukanie szczelin, w których można się schować, w całości zatracić, zapomnieć o tym, co na zewnątrz.

Chwilowe posiadanie w objęciu. Smużka wina krępowana śmiechem. Wzajemne pytania ciekawości. Chwila trwająca wieczność. Wieczność trwająca chwilę. Ulice, domy mijane w niedostrzegalności, obrazy snujące się za oknem.

Jedność w dwoistości. Wspólność i kompletność. Zaspokojenie. Ukojenie.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter